niedziela, 2 stycznia 2011

Dzień 51 - Venetian, czyli największe kasyno na świecie

 Wizyta w Zhuhai'u nie była jedyną atrakcją soboty. Po powrocie z Chin i krótkim odpoczynku postanowiliśmy zjeść kolację oraz odwiedzić największe na świecie kasyno - Venetian.

Na kolację wybraliśmy się z grupką nowo przybyłych studentów z Europy. Dziewczyny z Francji, Anglii i Belgii przyjechały na wymianę i przez pół roku będą się uczyć na uniwersytecie Macau. Poniżej główne wejście na uczelnie.


Po drodze do restauracji wstąpiliśmy do ciekawego kasyna, którego wystrój został wykonany w klimacie mitologii greckiej.



Tuż przed lokalem na ulicy mieszkaniec Macau urządzał dziwny rytuał. Otóż rozstawił jedzenie na chodniku i zapalił kadzidełka dookoła, a w wielkiej beczce rozpalił ognisko. Nie wiem dlaczego i po co, ale widok dość niecodzienny.



W restauracji jadłem owoce morza z ryżem, zapiekane sosem. Nie wszystkie składniki były smaczne, jednak ogólna ocena dania na plus. 



Po posiłku wyruszyliśmy w stronę Venetian. Przechodziliśmy przez malowniczą "starówkę". Piszę w cudzysłowie, ponieważ wszystko było nowe - bruk, kolumny, latarnie. 




Najciekawsza była malutka świątynia w jednej z uliczek...


Po kilkunastu minutach spaceru dotarliśmy przed gmach kasyna Venetian. Jest to siostrzany budynek firmy Sands z Las Vegas. Venetian w Macau to największy hotel w Azji, a 5 największy powierzchniowo budynek na świecie. 


Kasyno znajduje się w sąsiedztwie kasyna City of Dreams. Całość stylizowana jest na Wenecję. 


Przed kasynem rozpościera się jezioro oraz kanały z gondolami. Ściany wzorem przypominają te z włoskiego miasta. 


       

Przed wejściem czujemy się jak na placu Św. Marka. Jest to też miejsce, w którym młode pary decydują się na zdjęcia ślubne...



Na wejściu do kompleksu wita nas złocista rzeźba, a sklepienie imituje rzymski styl. 




Zresztą cały wystrój kasyna jest utrzymany w tym klimacie. Wszędzie kipi bogactwo i przepych...



Stoły do gry mieszczą się na kilku piętrach. Tam jednak zdjęć nie wolno robić :P



Udaliśmy się za to do aleji Grand Canal. Jest to nic innego jak ekskluzywne centrum handlowe z butikami umiejscowionymi w sceneri kanałów weneckich. 



Atmosfera miejsca jest trochę kiczowata, jednak cel architektów został osiągnięty. Czujemy się jak w prawdziwej Wenecji, bowiem środkiem po kanale przepływają gondole, a nad wodą przebiegają mostki i kładki. Spacerując galerią z każdym nowym pomieszczeniem robi się coraz ciemniej - od dnia, przez popołudnie, wieczór, aż do nocy  :)




Całość zatacza koło i po kilkunastu minutach docieramy do placu Św. Marka, który to już jest w nocnej scenerii. 



Jako, że Gosia ze znajomymi często bywali już w Venetian, to postanowili nam pokazać kompleks basenów ulokowanych na jednym z pięter hotelu. 


Takiej bajki nigdy w życiu nie widziałem. Pośród palm, fontann i kwiatów mieściło się kilkanaście różnych basenów, brodzików i jacuzzi. 



Niestety nie starczyło mi baterii po wycieczce do Chin i nie mogłem zrobić więcej zdjęć. A odwiedziliśmy jeszcze wielkie sztuczne pole golfowe, które mieściło się po drugiej stronie hotelu. Poniżej widok hotelu z terenu pola golfowego.


Z powrotem wzięliśmy już taksówkę do akademika i w ten sposób zakończyłem tej jakże ekscytujący dzień.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz